Pixel Heaven 2017 — minirelacja

Zdawkowe relacje i zdjęcia z poprzednich edycji Pixel Heaven z jakimi zetknąłem się w mediach społecznościowych dały mi obraz imprezy okręconej wokół popularnego retro. Konsole i komputery 8-16 bit, gry niezależne i inne przejawy kultury popularnej sprzed dwóch dekad. Impreza dla każdego, kto choć trochę odnajduje się w temacie; trochę jak poznański Pyrkon* tylko w skali mikro. Obraz ostatecznie bliski rzeczywistości, ale niespójny w kilku kluczowych miejscach.

PH2017-photo1

Jedna z sal wystawowych Pixel Heaven. W ogóle bardzo fajna miejscówka, może poza wszechobecnym zapachem zużytego oleju.

Wierzcie lub nie, ale nostalgia do gier lat 80. i 90. nie kończy się na konsolach Segi czy Nintendo, które przez pryzmat zachodnich mediów (czyli w gruncie rzeczy także mój) mają ostanie słowo. Retro na Pixel Heaven to Atari, Commodore 64, ZX Spectrum i gros innych maszyn, na których zagrywano się w Polsce przed i na początku zmiany ustrojowej. Wśród uczestników dominowali dawni czytelnicy Top Secret i Secret Service z dziećmi, wśród zaproszonych gości — legendy polskiego i zagranicznego gamedevu, często w ogóle już nie uczestniczące w życiu branży. Stary fandom dla starego fandomu, festiwal nostalgii, którego byłem biernym obserwatorem, bo urodziłem się 10 lat za późno.

To oczywiście żaden zarzut, mogłem przecież wcześniej zapoznać się z ogólnodostępnym planem atrakcji, a nie jechać w ciemno (przypomniałem sobie o imprezie na dwa dni przed rozpoczęciem). Po prostu część nostalgiczna dotyczyła mnie w znacznie mniejszym stopniu, czego mogę jedynie pozazdrościć. Ale Pixel Heaven to nie tylko spotkanie starych znajomych z giełdy komputerowej na Grzybowskiej, trochę młodsi (ale nie tak znowu młodzi) też mieli w czym wybierać. Na początek strefa indie, blisko 40 developerów i stanowisk z debiutującymi lub czekającymi na debiut produkcjami. Brakowało mi cierpliwości by wystać we wszystkich kolejkach (zagrałem m. in. w Robonauts i Butcher, porządne zręcznościówki), większość obejrzałem przez ramię osób bardziej wytrwałych. Niewiele mniej miejsca z dwóch wynajętych hal Miejskich Zakładów Komunikacji zajęła strefa retro, chyba największa, jaką widziałem w swojej konwentowej historii. A tuż obok — flippery (bez potrzeby uzupełniania żetonów) i wielka wystawa Lego. Wewnętrzne dziecko nie mogło ustać w miejscu.

Główną atrakcją i trochę motywem przewodnim piątej odsłony Pixel Heaven był Top Secret, nieistniejące już legendarne polskie czasopismo o grach. Spotkanie redakcyjne po latach, rozmowa z Dariuszem „Sir Haszak” Michalskim — wtedy główną salę prelekcyjną nawiedzały tłumy słuchaczy i łowców autografów, uzbrojone w cierpliwość i specjalne wydania TP do nabycia tylko podczas trwania imprezy. Mi udało się w tym czasie zdobyć podpis kompozytora Roba Hubbarda, autora oprawy muzycznej m. in. International Karate czy Commando na Commodore 64. Chciałem jeszcze posłuchać prelekcji Ryszarda Chojnowskiego (tłumacz, pracujący niegdyś nad lokalizacją Baldur’s Gate II, Planescape: Torment i wielu innych bliskimi mojemu serduszku RPG-ów), na którą poluję od kilku konwentów, niestety i tym razem się nie udało.

 

PH2017-photo2

Poważny redaktor poważnego bloga i Rob Hubbard

PH2017-photo3

Wspomniany autograf

Zrobiłem szybki rachunek sumienia i wyszło mi, że Pixel Heaven to pierwszy konwent gier komputerowych, na którym byłem, więc siłą rzeczy kolejne tego typu wydarzenie będę porównywał z Pixelem. Przymierzałem się kilkukrotnie do zeszłorocznych edycji i cieszę się , że w końcu się udało. Następnym razem jednak zabiorę kogoś ze sobą, piwo i burgery przy grach nie smakują tak dobrze w pojedynkę.

* dla nieobeznanych w realiach polskich imprez nerdowych — największe targi/zlot zjadaczy popkultury w Polsce. Więcej tutaj.

Zostaw komentarz

Adres e-mail nie będzie wyświetlany Pola wymagane oznaczone są *

Możesz korzystać z następujących tagów oraz atrybutów HTML: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>