Final Fantasy VI: Balance & Ruin – pierwsze wrażenia

Trochę bardziej zajawionym entuzjastom muzyki z gier z pewnością obiła się o uszy nazwa OCRemix. Aktywna grupa muzyków i kompozytorów szerząca nieodpłatnie autorskie aranżacja z przeróżnych produkcji, wystartowała swojego czasu z kickstarterową inicjatywą – Final Fantasy VI: Balance and Ruin. Projekt reinterpretacji Świętego Graala muzyki z gier od początku uchodził za najbardziej ambitne przedsięwzięcie grupy. Szczodrzy fani, którzy wyłożyli ze swoich kieszeni ponad 150 000 dolarów, pozwolili te ambicje zrealizować. Do pracy zasiedli sami najważniejsi twórcy z OCRowym rodowodem (Andrew “zircon” Aversa, Jimmy “Big Giant Circles” Hinson, David “djpretzel” Lloyd) plus kilku nie mniej znanych kompozytorów indie (Danny Baranowsky, Jake Kaufman). Dodajmy jeszcze profesjonalne studio nagraniowe, żywe instrumenty, solistów, wydania na fizycznym nośniku…poziom daleko wykraczający poza standardy fanowskich wydawnictw. O tym, czy 6 ostatnich miesięcy warte było oczekiwania wszyscy przekonają się już za kilka dni (wstępna data premiery – 1 lipca). Ci jednak, którzy wpłacili wystarczająco dużą sumę (np. wyżej podpisany) mogą już teraz zapoznać się z pierwszą z pięciu przewidzianych płyt. Udana inwestycja czy zaprzepaszczona fortuna?

Biorąc pod uwagę same techniczne aspekty nagrania – jakość brzmienia, instrumenty, sample – to nie ma obaw; pieniądze, jakie udało się zebrać OCRowiczom są jak najbardziej słyszalne. Już otwierający album Prolouge (Opening Theme) serwuje nam prawdziwą orkiestrę symfoniczną (przynajmniej do pewnego momentu). Kolejna, tym razem smooth jazzowa aranżacja Now Is the Winter (The Mines of Narshe) cieszy ciepłym brzmieniem perkusji oraz saksofonu . Sporo przewijających się tu i ówdzie partii wokalnych również robi dobre wrażenie. A całokształt? Po kilku przesłuchaniach jestem na tak, a z każdym kolejnym coraz bardziej. Nie miejcie jednak złudzeń – to wciąż płyta sygnowana logiem OverClocked Remix, ze wszystkimi wadami i zaletami tego stanu. Odjechane, bezkompromisowe pomysły często idą w parze z przekombinowanymi lub po prostu słabymi aranżacjami. Spora część udostępnionego krążka na szczęście bez większych problemów trafia do pierwszej grupy. La Montaña de los Caballos Jóvenes (Mt. Koltz) solidnie doprawione flamenco, trip-hopowy Stone Drum (Cyan) czy niebanalnie westernowy A Fistful of Nickels (Shadow) z powodzeniem mogłyby zasilić płyty SQ z katalogu Square Enix. Najsłabiej wypadły aranżacje hard rockowe (warto jednak dodać – skromna częścią płyty). 10 minutowy Polemos (Battle Theme) zamiast porywać męczy, a w zestawieniu z resztą utworów razi banałem. Camp Kefka (Troops March On) z kolej potwierdza tezę, że kombinacja wielu fajnych pomysłów niekoniecznie jest ich sumą.

Największe szlagiery jeszcze przed nami (Decisive Battle, Fierce Battle, Opera Maria & Draco by wymienić kilka) i to właśnie one będą dla wielu wskaźnikiem jakości całego wydawnictwa. Jeśli jednak twórcom uda się utrzymać poziom pierwszej płyty śmiało można mówić o sukcesie.

Zostaw komentarz

Adres e-mail nie będzie wyświetlany Pola wymagane oznaczone są *

Możesz korzystać z następujących tagów oraz atrybutów HTML: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>