Domek na wzgórzu





Hillside
Kompozytor: Arkadiusz Reikowski
Data wydania: 20-11-2014
Format: Digital

Solowe projekty to super sprawa i każdy wam to powie. Brak ograniczeń w postaci terminów, treści, konstrukcji, po prostu maksimum komfortu pracy. Proza życia mało komu pozwala jednak zarabiać na własnej, niczym nie skrępowanej kreatywności, więc podobne pomysły często zasilają dno szuflady albo niebezpiecznie przedłużają się w czasie. Najnowsza produkcja Arkadiusza Reikowskiego to właśnie taki album – konfrontacja z tematem, o który trudno w zawodowej rutynie, kilkakrotnie przekładana, ostatecznie jednak doprowadzona do szczęśliwego końca. Witajcie w Hillside.

Trudno uciec od poszukiwania tożsamych elementów z poprzednią płytą autora – Inner Silence. Tych nie brakuje. Obie produkcje dzielą podobną atmosferę niepokoju oraz instrumentarium, nowsza oferuje jednak ciekawszą, lepiej poprowadzoną opowieść. Hillside rozpoczyna Cool Air, bardziej melancholijny niż niepokojący noir, a każdy kolejny utwór schodzi w dół po stopniach ilustracji grozy, sięgając po fortepian (Letters to Nowhere), wokalizę (Forgotten) i ambient (Wind Rises). Nie trzeba mieć w małym palcu antologii komputerowych czy filmowych lęków by usłyszeć pewne typowe dla gatunku rozwiązania, ale wszystko działa jak należy, budując wiarygodny, dźwiękowy obraz zapadłego domostwa w głuszy. No i jest to dobrze wykorzystana sytuacja do autorskich interpretacji (choćby rozbijające monotonię pogłosy w Cool Air).

Dodatkowej warstwy narracyjnej nadają monologi bezimiennego bohatera (w tej roli Marc Bonilla), zarysowujące historię tragicznych i, czego możemy się jedynie domyślać, nierozwiązanych wydarzeń z jego przeszłości. Jak w dobrej prozie z dreszczykiem brakuje klarownych odpowiedzi, są jedynie wskazówki, sugestie uzupełniane muzyką i oprawą dźwiękową. To fajny pomysł, w dodatku przekonująco zrealizowany pod względem treści (cześć Krzysztof) i wykonania. Tylko czasem wkradła się jakaś fałszywa nuta zamieniająca suspens w groteskę, ale niebezpiecznie balansuję tutaj na czepianiu się słówek.

Podobnie jak w przypadku Inner Silence, Hillside najlepiej odbiera mi się jako poligon doświadczalny, sprawdzanie możliwości pewnych utartych konwencji. Z drugiej strony sprowadzenie albumu do „techdema” byłoby nieuczciwe, bo za wszystkich stoi wyraźna, spójna logika. Trochę słuchowisko, trochę ścieżka dźwiękowa, w sam raz na deszczowe popołudnie z herbatą i dobrymi słuchawkami.

Hillside
01
Arriving (feat. Marc Bonilla)
1:35
02
Cool Air
1:52
03
Wind Rises
3:07
04
The Woods (feat. Marc Bonilla)
3:59
05
Hillside
5:42
06
Forgotten
2:48
07
Lost (feat. Marc Bonilla)
3:44
08
Letters To Nowhere
4:24
09
A Small Wooden Box
2:51
10
House (feat. Marc Bonilla)
4:11
11
Longing
2:55

Zostaw komentarz

Adres e-mail nie będzie wyświetlany Pola wymagane oznaczone są *

Możesz korzystać z następujących tagów oraz atrybutów HTML: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>