Bootlegi – nie daj się nabrać

Jaka jest szansa na omyłkowe nabycie pirackiej płyty z muzyką z gier w 2015? W dobie ścieżek dźwiękowych z wszelakich platformach cyfrowych oraz wyspecjalizowanych sklepów z kompaktami pytanie wydaje się śmieszne, a scenariusz nieprawdopodobny. Do czasu, aż sami nie staniecie się posiadaczami felernego albumu. Albo ośmiu. Wbrew pozorom podróbki wciąż krążą po rynku wtórnym i stanowią zagrożenie na portfela. Mój nieszczęśliwy zakup to efekt nadgorliwości, rutyny i ślepej wiary w dawno przedawnione informacje. Tymczasem naprawdę niewiele potrzeba by wyrobić sobie oko Gracza Zbieracza i sprawnie oddzielać ziarno od plew.

700x550_bl1

Arkowy Stosik Hańby

Jeszcze kilka słów wstępu. Poniższe porady dotyczą przede wszystkim zakupów wydawnictw japońskich/azjatyckich. Rynek zachodniej muzyki z gier jest nieporównywalnie mniejszy i znacznie mocniej skupiony na premierach cyfrowych, przez co problem pirackich płyt w ogóle go nie dotyczy.

Zakupy z głową

Zgodnie z zasadą, że lepiej zapobiegać niż leczyć, najlepszym sposobem na ominięcie trefnych płyt jest… korzystanie z zaufanych źródeł. Sumthing Else Music Works, CD Japan, Otaku.com – na początek wystarczy. W przypadku kompaktów z zachodnią muzyką bez ryzyka można próbować szczęścia także na serwisach aukcyjnych (brytyjski Amazon i rodzime Allegro to nasze ulubione); spory wybór, konkurencyjne ceny, a i od czasu do czasu pojawia się jakiś rarytas dawno nieobecny na sklepowych półkach. Aukcje z japońszczyzną? Generalnie nie polecamy – wciąż nietrudno o podróbki, w dodatku ceny rzadko schodzą poniżej tych, jakie oferują wspomniane sklepy wysyłkowe.

Numer seryjny i wydawca

Mimo to czasem trudno przejść obojętnie obok jakiejś ciekawej oferty. Rozważmy taką sytuację – podejrzanie tania japońszczyzna z Allegro, którą zawsze chcieliście mieć, a w oficjalnym obiegu kosztuje fortunę. Jak sprawdzić, czy nie kupujemy bubla? Tutaj z pomocą przychodzi numer seryjny oraz nazwa wydawcy. Obie informacje znajdują się przeważnie na odwrocie bądź grzbiecie pudełka z płytą, a także na samym kompakcie. Allegrowicz nie zamieścił zdjęcia z rewersem? Napiszcie do niego z prośbą o bardziej szczegółową fotografię lub konkretne dane. Tak zdobyte informacje porównujecie z odpowiednimi pozycjami na VGMdb, zaraz po stronach wydawców jedynej słusznej bazie danych na temat muzyki z gier i japońskich animacji. Tyle. Metoda absolutnie pewna, zakładając oczywiście, że sprzedawca podał wam faktyczne dane przedmiotu aukcji.

1400x1100_chronoCross_bootleg

Tak wygląda autograf Mitsudy na oryginalnym zestawie Chrono Crossa

1400x1100_bootleg_photos

Chrono Cross podrobiony (góra) i oryginalny (dół) na grzbiecie i rewersie. Wydanie z 2005 roku.

Do najbardziej powszechnych podróbek należą płyty spod szyldów m.in.:

  • Miya Records (początek numeru seryjnego – MICA)
  • SonMay Records LTD. (GGG, GA, GAME, SM, SMG, SMA, SMB, A&G)
  • EverAnime (AnG, GM, A, A8)
  • Alion International Records (ALCA)

Starsze źródła podają też tak egzotyczne wytwórnie jak choćby Top Circle Records/YuanDing czy Sixstar Musical Publications, śmiało jednak można założyć, że dawno już zakończyły działalność bądź funkcjonują w ograniczonym zakresie.

Sam podczas wertowania serwisów aukcyjnych najczęściej trafiam na egzemplarze Miya Records (mój ostatni pechowy zakup składał się niemal wyłącznie z ich płyt). Swojego czasu sporo produkcji MR krążyło także po stoiskach polskich konwentów mangi i anime; sprzedawano je po cenach japońskich oryginałów. Nie twierdzę, że była to reguła, jeśli jednak nabyliście płyty w podobnych okolicznościach to dla świętego spokoju warto sprawdzić poprawność numerów seryjnych. 

1400x1100_bootlegMiyaRecords

To nie powinno tak wyglądać

Płyta pod lupą

Kilka poradników, z którymi wcześniej miałem styczność poświęcało solidny rozdział na zestawienie pod względem jakości wydań pirackich i odpowiadających im oryginalnych kopii. Fajne jako ciekawostka, ale właściwie nieprzydatne podczas zakupów, z jednej bardzo prostej przyczyny – poza wspomnianymi konwentami (i może FMF-em) polski rynek nie da wam okazji do sprawdzenia płyty przed zakupem. Mogę napisać, że bootlegi wyglądają „gorzej” (podła jakość druku i papieru okładki, fałszywe informacje na odwrocie), ale jeśli nigdy wcześniej nie trzymaliście w ręku japońskiego oryginału takie sądy niewiele wam pomogą. Kombinacja numer seryjny-wydawca to jedyny rozsądny wybór.

Na zakończenie

Tak, bootlegi w kolekcji raczej nie napawają dumą. Wydając przeważnie spore pieniądze na kolekcjonerskie dobra chcemy. by reprezentowały pewną jakość, nie wspominając już o wspieraniu stojących za nimi artystów, w tym przypadku muzyków i kompozytorów (choć nie oszukujmy się, nie zarabiają na tym kroci). Daliście się zrobić w trąbę, co zawsze pozostawia niesmak, ale tak bywa. Nie namawiamy do wyrzucania wszystkiego do kosza, w końcu płyty kosztowały niemało. Po prostu kupujcie z głową. Pomyślnych łowów!

Jeden komentarz “Bootlegi – nie daj się nabrać

  1. Paaaanie, takie rzeczy to tylko w Azji ;)

Zostaw komentarz

Adres e-mail nie będzie wyświetlany Pola wymagane oznaczone są *

Możesz korzystać z następujących tagów oraz atrybutów HTML: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>